Paulina i Kuba – plener marcowo-garcowy

Przełom lutego i marca nie jest domyślnym czasem na plener ślubny, ale mnie marzec przywitał całkiem sympatycznie, choć zgodnie z ludowym porzekadłem – zmiennie. Razem z Kubą i Pauliną zgodziliśmy się że utrzymamy spójność stylistyczną z ich ślubem na starówce i zdjęcia plenerowe odbędą się na warszawskim starym mieście. Zaczęliśmy od pobliskiego „dzikiego” brzegu Wisły gdzie chłodna temperatura, otwarta przestrzeń i nieco mroczny las dały nam bardzo fajne kadry.

Na marginesie dodam że ostatnio jedna Par na spotkaniu zwróciła mi uwagę że moje zdjęcia bywają „mroczne” jak na standardy fotografii ślubnej. Ale zanim zacząłem się tłumaczyć, to dodali że właśnie dlatego umówili się z mną na spotkanie – takie nie przesłodzone ujęcie tematu było tym czego szukali. Widać mam szczęście do takich klientów którzy rozumieją że związek to nie tylko sama słodycz i róż, ale też czasem znalezienie się razem w nawiedzonym mrocznym lesie w którym możemy liczyć tylko na swoją drugą połowę.

Temperatura podczas sesji stale rosła, także już na starówce mogliśmy pozwolić sobie na całkiem letnie kadry, które szczerze przyznam są nie do odróżnienia od tych robionych w ciepłe miesiące. Poza tym niesamowita broda Kuby (jak tylko zrobi jej fanpage na FB, będę pierwszym lajkującym : )) która była mi drogowskazem i kluczem do obróbki zdjęć, punktem odniesienia do której szukałem kolorystycznego kontrapunktu, stąd wyraźne kolorystyczne partie w całym plenerze. Mam nadzieje że przypadną Wam do gustu: